Bolków, Chocianów, Chojnów, Gaworzyce, Głogów, Grębocice, Jawor, Krotoszyce, Kunice, Legnica, Legnickie Pole, Lubin, Męcinka, Miłkowice, Mściwojów, Paszowice, Pielgrzymka, Polkowice, Prochowice, Przemków, Radwanice, Rudna, Ruja, Ścinawa, Wądroże Wielkie, Zagrodno, Złotoryja

Hajdacki nie zniknął z gry. Od związkowego twardziela w KGHM do Zarządu Powiatu

POLKOWICE.  Przez lata był jednym z ludzi, którzy potrafili postawić się zarządowi KGHM. Walczył o miejsce w Radzie Nadzorczej, procesował się przez kolejne instancje, współtworzył najważniejsze rozwiązania pracownicze i przez lata kierował związkami zawodowymi. Dziś Leszek Hajdacki nie stoi już na czele związku, ale nadal jest w samym środku lokalnej polityki. Zasiada w Radzie Powiatu Polkowickiego i jest członkiem Zarządu Powiatu. Jego historia pokazuje, że w Zagłębiu Miedziowym można zmienić polityczną rolę, ale niekoniecznie trzeba znikać z gry.

Hajdacki nie zniknął z gry. Od związkowego twardziela w KGHM do Zarządu Powiatu

Leszek Hajdacki do KGHM trafił w 1978 roku. Miał 20 lat. Zaczynał w Zakładach Górniczych „Rudna” jako elektryk. Później pracował jako starszy specjalista do spraw rozliczeń kosztów energii, starszy inspektor normowania, a następnie zastępca głównego inżyniera do spraw przygotowania produkcji i normowania.

To była droga od stanowiska robotniczego do kierowniczych funkcji w jednym z najważniejszych zakładów Zagłębia Miedziowego. Sam mówił, że przez dekady pracy spotkał trzy pokolenia pracowników. To ważne, bo jego późniejsza pozycja nie została zbudowana wyłącznie przy politycznym stole. Najpierw budował ją pod ziemią i w strukturach zakładu.

Na początku XXI wieku wszedł na dobre do działalności związkowej. Został przewodniczącym związku zawodowego w ZG „Rudna”, a później przez wiele lat kierował MZZPPM. Związkowa kariera szybko dała mu coś więcej niż wpływ na sprawy pracownicze.

KGHM, Rada Nadzorcza i batalia, której nie odpuścił

W 2002 roku został wybrany przez pracowników do Rady Nadzorczej KGHM. W radzie zasiadał przez wiele lat, według oficjalnego biogramu powiatu w latach 2002–2018. W tym czasie nie był szeregowym członkiem tego gremium. Pracował między innymi w komisjach audytu, wynagrodzeń i strategii, a w 2015 roku był wiceprzewodniczącym Komisji Wynagrodzeń.

Najbardziej charakterystyczny fragment tej historii wydarzył się jednak wtedy, gdy przestało chodzić o samą funkcję.

W 2011 roku KGHM informował o sporze sądowym dotyczącym uchwały walnego zgromadzenia, na mocy której Hajdacki nie został powołany do kolejnej kadencji Rady Nadzorczej, mimo wcześniejszego wyboru przez pracowników. W 2013 roku Sąd Okręgowy w Legnicy oddalił jego powództwo dotyczące uchwały walnego zgromadzenia. Sprawa jednak miała dalszy ciąg.

Hajdacki po latach opowiadał, że nie zamierzał odpuścić i przeszedł przez kolejne szczeble sądowej batalii, aż do Sądu Najwyższego. Jak relacjonował, ostatecznie wygrał spór i wrócił do Rady Nadzorczej. Niezależnie od politycznych ocen tej historii, jedno trudno mu odebrać – konsekwencję.

- Hajdacki od początku swojej publicznej działalności nie był człowiekiem od siedzenia cicho. Dla jednych był skutecznym i twardym reprezentantem pracowników, dla innych – symbolem potęgi związków zawodowych w KGHM. Jego przeciwnicy zarzucali mu korzystanie z wpływów związkowych i obecności w radach nadzorczych, on sam przez lata przedstawiał swoją działalność jako walkę o interes załogi i przyszłość Polskiej Miedzi. I właśnie dlatego trudno przejść obok jego nazwiska obojętnie - wspominają go byli już lidrzy związkowi z KGHM Polska Miedź.

Sam określał się jako człowiek uparty. W jego przypadku nie jest to wyłącznie cecha charakteru używana w wywiadach. Ma ona bardzo konkretny wymiar polityczny i zawodowy.

Związkowiec, który nie chciał już być tylko związkowcem

W jego dorobku są sprawy, które do dziś mają znaczenie dla pracowników KGHM. Wskazywał między innymi na Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy oraz Pracowniczy Program Emerytalny. To właśnie wokół takich rozwiązań przez lata koncentrowała się jego działalność.

Był też prezesem Fundacji Polska Miedź w latach 2004–2006. Oficjalne biogramy pokazują więc dość nietypową ścieżkę: człowiek zaczynający jako elektryk w „Rudnej” stał się związkowym liderem, członkiem Rady Nadzorczej największej firmy regionu i osobą funkcjonującą na styku biznesu, pracowników i polityki.

W 2008 roku skala jego poparcia wśród pracowników była bardzo konkretna. W wyborach przedstawicieli załogi do Rady Nadzorczej KGHM głosowało blisko 11 tysięcy pracowników, czyli niemal 60 procent uprawnionych. Hajdacki ponownie znalazł się w trzyosobowej reprezentacji pracowników.

To pokazuje, skąd brała się jego siła. Nie tylko z funkcji związkowej, ale również z realnego mandatu pracowniczego.

„Polska Miedź” i polityka

Hajdacki ma też na koncie własne polityczne zwycięstwa, które sam uważa za istotne. Jednym z nich jest przywrócenie w nazwie spółki określenia „Polska Miedź”. W jego opowieści nie był to detal. Chodziło o symboliczne podkreślenie polskiego charakteru koncernu i jego związku z regionem.

Z czasem jednak jego aktywność przesunęła się z KGHM do samorządu.

W 2024 roku zdobył mandat radnego Powiatu Polkowickiego. W obecnej, VII kadencji Rady Powiatu jest członkiem Komisji Finansów i Budżetu oraz Komisji Samorządowej, Bezpieczeństwa i Ekologii. Co ważniejsze, trafił także do Zarządu Powiatu. Obecnie zasiada w nim obok starosty Kamila Ciupaka, wicestarosty Jana Wojtowicza, Piotra Wandycza i Wandy Żuchowskiej.

To oznacza, że człowiek, który przez lata próbował wpływać na rzeczywistość regionu z poziomu KGHM i związków zawodowych, dziś robi to bezpośrednio z poziomu samorządowej władzy wykonawczej.

I właśnie ten etap może być dla Hajdackiego najciekawszy.

Nie wszedł do samorządu po prestiż

W wywiadzie z 2024 roku mówił wprost, że do samorządu wszedł z poczucia obowiązku wobec miejsca, w którym przeżył znaczną część życia. Nie przedstawiał tego jako sposobu na karierę czy pieniądze. Chciał wykorzystać doświadczenie, które zdobywał przez dziesięciolecia.

Jego sposób patrzenia na powiat jest przy tym mocno pragmatyczny. Hajdacki krytykował brak współpracy pomiędzy samorządami. Wskazywał na napięcia pomiędzy powiatem a gminami, między innymi Polkowicami i Chocianowem. Nie interesuje go specjalnie polityczna dekoracja. Znacznie bardziej interesuje go to, czy z budżetu powiatu powstaje coś, co mieszkańcy rzeczywiście odczują.

W jego ocenie około 95 procent wydatków powiatu jest planowanych już na początku roku. To oznacza, że prawdziwa polityka zaczyna się później – przy pytaniu, czy pieniądze są wydawane racjonalnie i czy samorząd potrafi reagować na problemy, których wcześniej nie przewidziano.

To właśnie na tym polu chce budować swój samorządowy kapitał.

Drogi, KGHM i rachunek za miedź

Jednym z jego najbardziej charakterystycznych postulatów jest udział KGHM w naprawie dróg niszczonych przez działalność górniczą. Hajdacki patrzy na ten problem nie tylko jak radny. Patrzy jak człowiek, który przez kilkadziesiąt lat był częścią KGHM.

Jego logika jest prosta: skoro działalność przemysłowa generuje określone obciążenia dla infrastruktury, to mieszkańcy nie powinni zostawać sami z kosztami ich usuwania.

Podobnie podchodzi do ochrony zdrowia. Chciałby, aby mieszkańcy powiatu mieli dostęp do diagnostyki na miejscu, zamiast jeździć po całym województwie w poszukiwaniu badań i specjalistów. Jeszcze mocniej wypowiadał się o edukacji. Zwracał uwagę na wyniki egzaminów maturalnych i na sytuację rodzin, które wysyłają dzieci do szkół w Lubinie czy Głogowie, jednocześnie mierząc się z problemem dojazdu.

Transport jako polityczna pięta achillesowa

- Nie chce być radnym od przecinania wstęg. Chce być człowiekiem od załatwiania spraw, które mieszkańcy widzą każdego dnia - swoiste DNA Leszka HAJDACKIEGO

Dla Hajdackiego jednym z największych problemów Polkowic pozostaje komunikacyjne odcięcie miasta. Publiczny transport pomiędzy Polkowicami, Lubinem i Głogowem traktuje jako sprawę strategiczną, a nie wyłącznie techniczną. Uważa, że inicjatywa w tej kwestii powinna wyjść z powiatu, który powinien rozmawiać jednocześnie z gminami i samorządem województwa.

To ważny element jego samorządowej filozofii. Powiat nie powinien być wyłącznie urzędem administrującym własnym budżetem. Powinien być miejscem, z którego wychodzą projekty przekraczające granice jednej gminy.

Z Koalicją Obywatelską po swojemu

Politycznie Hajdacki również nie wpisuje się łatwo w prosty schemat. Jego wejście do Koalicji Obywatelskiej tłumaczył przede wszystkim samym znaczeniem słowa „koalicja”. Dla niego oznacza ono możliwość współpracy ludzi o różnych poglądach i doświadczeniach.

To podejście jest charakterystyczne dla jego całej kariery. Związkowiec, menedżer, członek władz KGHM, samorządowiec. Każde z tych środowisk miało własne interesy i własny język. Hajdacki przez lata nauczył się poruszać pomiędzy nimi. Dlatego jego obecność w Zarządzie Powiatu jest czymś więcej niż kolejną samorządową funkcją w biogramie.

Człowiek z przeszłością, który dostał drugie polityczne życie

Leszek Hajdacki ma dziś 69 lat. Za sobą ma 48 lat związanych z KGHM. Był elektrykiem, specjalistą, inżynierem, związkowym liderem, prezesem fundacji i członkiem Rady Nadzorczej KGHM. W 2002 roku zdał egzamin dla kandydatów na członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Ukończył między innymi studia magisterskie z zarządzania strategicznego i finansów, a także studia z prawa gospodarczego i handlowego oraz bezpieczeństwa i higieny pracy.

Dzisiaj jego nazwisko pojawia się już nie tylko przy sprawach KGHM. Jest jednym z ludzi, którzy współdecydują o funkcjonowaniu Powiatu Polkowickiego.

Hajdacki nie przeszedł na polityczną emeryturę razem z odejściem z Rady Nadzorczej KGHM. Zmienił miejsce przy stole. Związkowiec z „Rudnej” stał się samorządowcem. Ale jego największym kapitałem nadal pozostaje coś, czego nie da się zapisać w żadnym oświadczeniu majątkowym – cztery dekady doświadczenia w świecie, w którym o wpływy trzeba było nie prosić, ale skutecznie o nie walczyć.

 

 

 

Dodaj komentarz

Wyślij

Powiązane wpisy