Radosław Zysnarski - człowiek marszałka, który coraz odważniej chce rozdawać lokalne karty
JAWOR. W politycznej układance Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego są nazwiska, których znaczenie wynika przede wszystkim z zajmowanego stanowiska, są też takie, które swoją pozycję budują dzięki popularności, wynikom wyborczym czy długoletniej obecności w samorządzie. Radosław Zysnarski należy natomiast do jeszcze innej kategorii - to człowiek, którego znaczenie może w kolejnych latach wynikać przede wszystkim z umiejętności budowania ludzi wokół siebie i tworzenia politycznego zaplecza tam, gdzie wcześniej jego środowisko nie było szczególnie mocne.
Zysnarski jest kojarzony z obozem marszałka województwa Pawła Gancarza i coraz wyraźniej widać, że nie chce ograniczać swojej aktywności do funkcjonowania na poziomie wojewódzkim. Jego ambicją wydaje się być znacznie szersza obecność w lokalnych samorządach, a sposób, w jaki próbuje ją budować, jest charakterystyczny - zamiast koncentrować się wyłącznie na zdobywaniu jednego dużego miasta, inwestuje w ludzi, którzy mogą w przyszłości stać się samodzielnymi graczami w swoich gminach i powiatach.
To właśnie dlatego jego nazwisko warto obserwować nie tylko przez pryzmat tego, co robi dzisiaj, ale przede wszystkim przez ludzi, których wokół siebie zgromadził i których w stosunkowo krótkim czasie pomógł wypromować znacznie szerzej, niż wynikałoby to z ich wcześniejszej lokalnej pozycji.
Z lokalnych działaczy do regionalnych graczy
Jednym z najbardziej interesujących elementów tej historii jest tempo, w jakim osoby związane z jego środowiskiem zaczęły wychodzić poza swoje dotychczasowe lokalne podwórko. Artur Jurkowski, Agnieszka Szemberska czy Marek Staroń jeszcze stosunkowo niedawno byli przede wszystkim nazwiskami rozpoznawalnymi w swoich lokalnych środowiskach, natomiast dzisiaj coraz częściej funkcjonują jako politycy i samorządowcy, których działalność zauważana jest szerzej w regionie.
To oczywiście nie oznacza, że ich pozycja jest wyłącznie efektem działania jednej osoby, ponieważ każdy z nich musi posiadać własne kompetencje, pracować na własną rozpoznawalność i budować relacje z mieszkańcami. Trudno jednak nie zauważyć, że pojawienie się ich w szerszej regionalnej układance nie jest przypadkowe, a Zysnarski potrafił stworzyć wokół siebie środowisko, w którym lokalni działacze otrzymali przestrzeń do rozwoju i możliwość wyjścia poza dotychczasowy poziom działalności.
I właśnie tutaj może tkwić jego największa polityczna wartość. Nie w tym, że sam próbuje być wszędzie pierwszy, lecz w tym, że potrafi sprawić, aby coraz więcej osób zaczynało być widocznych razem z nim. W polityce samorządowej jest to niezwykle ważna umiejętność, ponieważ pojedynczy lider ma swoje ograniczenia - nie może być jednocześnie w każdej gminie, na każdym spotkaniu, przy każdej inwestycji i przy każdym lokalnym problemie. Jeżeli jednak wokół niego pojawiają się ludzie gotowi pracować równie intensywnie, można stworzyć strukturę, która zaczyna działać znacznie szerzej niż jedna osoba.
Zysnarski nie buduje tylko własnego nazwiska
Właśnie dlatego Zysnarskiego trudno oceniać wyłącznie przez pryzmat jego osobistej rozpoznawalności. Znacznie ciekawsze jest pytanie, ilu ludzi dzięki temu środowisku będzie w stanie zbudować własną pozycję w ciągu najbliższych kilku lat.
Jurkowski, Szemberska i Staroń są dobrym przykładem tego mechanizmu. Zaczynali przede wszystkim jako działacze związani ze swoimi lokalnymi środowiskami, ale stopniowo zaczęli pojawiać się w szerszej regionalnej przestrzeni politycznej. Ich nazwiska zaczęły być obecne nie tylko w miejscach, z których pochodzą, lecz także w dyskusjach dotyczących większej części regionu.
To ważna zmiana, ponieważ regionalna polityka nie powstaje wyłącznie w gabinetach największych prezydentów miast. Tworzą ją również ludzie, którzy wcześniej byli niemal niewidoczni poza własną gminą, a następnie dzięki konsekwentnej pracy, odpowiedniemu zapleczu i rosnącej aktywności zaczynają być traktowani jako potencjalni kandydaci do większych ról. Zysnarski zdaje się bardzo dobrze rozumieć ten mechanizm.
Nie musi od razu mieć dziesięciu ludzi gotowych wygrać wybory na burmistrza. Wystarczy, że przez kilka lat będzie ich konsekwentnie budował, dawał im przestrzeń do działania, pomagał zwiększać rozpoznawalność i pozwalał zdobywać doświadczenie, a część z nich prędzej czy później zacznie funkcjonować samodzielnie.
Człowiek ogromnie pracowity
Jest jeszcze jeden element, który w przypadku Zysnarskiego trudno pominąć - pracowitość. To polityk, który bardzo dużo czasu spędza w terenie i który swoją pozycję buduje nie tylko poprzez oficjalne wydarzenia czy polityczne deklaracje, ale przede wszystkim przez setki spotkań, rozmów i wizyt, które z perspektywy pojedynczego wydarzenia mogą wydawać się mało znaczące, lecz po kilku latach tworzą coś znacznie większego - sieć osobistych relacji.
Zysnarski jest człowiekiem, który nie wygląda na zainteresowanego polityką prowadzoną wyłącznie zza biurka. W jego przypadku ważna jest obecność, przemieszczanie się pomiędzy miejscowościami, spotykanie ludzi i pojawianie się tam, gdzie coś się dzieje. To zresztą właśnie dlatego wokół niego pojawili się ludzie o podobnym sposobie działania. Otoczył się osobami równie pracowitymi jak on sam.
I tutaj trudno nie zauważyć pewnego charakterystycznego obrazu regionalnej polityki, w którym Zysnarski i jego współpracownicy przemierzają kolejne kilometry, odwiedzają kolejne miejscowości, spotykają się z mieszkańcami, samorządowcami, działaczami i organizacjami, próbując konsekwentnie budować swoją obecność. To nie jest polityka, którą można prowadzić wyłącznie kilka godzin w tygodniu. Jeżeli chcą utrzymać takie tempo, czeka ich jeszcze bardzo dużo pracy. Pozostaje więc życzyć, aby wytrzymali tempo swojego szefa, bo trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie intensywność działania jest jednym z najważniejszych elementów całego projektu.
Artur Jurkowski, Agnieszka Szemberska i Marek Staroń to dopiero początek?
Najciekawsze pytanie brzmi jednak, czy ta grupa może się powiększać. Jeżeli Zysnarski rzeczywiście będzie konsekwentnie prowadził swoją politykę, można spodziewać się, że wokół niego będą pojawiały się kolejne nazwiska - szczególnie młode, ambitne i zaangażowane osoby, które dzisiaj nie mają jeszcze większego znaczenia w regionalnej polityce, ale posiadają potencjał, aby w ciągu kilku lat stać się ważnymi postaciami swoich samorządów.
To właśnie może być największą wartością całego przedsięwzięcia. Jurkowski, Szemberska i Staroń pokazują, że można przejść drogę od lokalnego działacza do regionalnego gracza. Jeżeli takich historii pojawi się więcej, Zysnarski będzie miał wokół siebie nie pojedynczych współpracowników, lecz całe środowisko, które będzie funkcjonowało w wielu samorządach jednocześnie. A wtedy jego znaczenie może zdecydowanie przekroczyć poziom, na którym znajduje się dzisiaj.
PSL może dzięki temu dostać coś, czego długo mu brakowało
W tym miejscu strategia Zysnarskiego zaczyna mieć znaczenie nie tylko dla niego samego, ale również dla PSL. Ludowcy od lat posiadają silną pozycję w części polskich samorządów, jednak w wielu miejscach LGOM ich obecność nie była tak mocna, jak mogłaby być. Jeżeli jednak uda się zbudować grupę lokalnych działaczy, którzy będą znani mieszkańcom, będą posiadali własne doświadczenie i będą potrafili skutecznie startować w wyborach, PSL może stopniowo zacząć zmieniać swoją pozycję w regionie. Nie należy oczekiwać, że stanie się to podczas jednych wyborów.
W najbliższej kampanii trudno byłoby zakładać, że ludowcy nagle odniosą spektakularne zwycięstwa w całym Legnicko-Głogowskim Okręgu Miedziowym i przejmą kilka dużych samorządów. Taki scenariusz byłby zdecydowanie zbyt daleko idącym oczekiwaniem. Ale przecież nie o taki efekt musi tutaj chodzić. Jeżeli kilku ludzi zdobędzie mandaty radnych, ktoś wejdzie do drugiej tury wyborów na burmistrza, ktoś inny zacznie budować swoją pozycję w powiecie, a jeszcze ktoś kolejny stanie się rozpoznawalnym działaczem swojej gminy, po pięciu czy dziesięciu latach PSL może znaleźć się w zupełnie innym miejscu niż obecnie. To właśnie jest polityka długoterminowa.
Zysnarski może budować zaplecze na lata
Jeżeli spojrzeć na ten projekt z szerszej perspektywy, można dostrzec kilka etapów, które mogą następować po sobie w naturalny sposób. Najpierw budowanie ludzi w mniejszych samorządach, później ich wejście do rad gmin, rad powiatów czy struktur wojewódzkich, następnie próby zdobywania stanowisk burmistrzów i wójtów, a dopiero w dalszej perspektywie możliwość wykorzystania tych ludzi również w większych wyborach. Nie każdy z nich musi od razu wygrać. Nie każdy musi zostać burmistrzem. Nie każdy będzie politykiem na lata. Wystarczy, że część z nich okaże się skuteczna.
Jeżeli z kilkunastu młodych ludzi pięciu czy sześciu zbuduje naprawdę mocną pozycję, z czasem mogą zacząć przyciągać następnych. Jeden człowiek będzie znał drugiego, pojawią się kolejne środowiska, kolejne inicjatywy i kolejne nazwiska. Tak właśnie powstają struktury, które są w stanie przetrwać więcej niż jedną kampanię.
Nie tylko starzy gracze będą rozdawać karty
To może być również jeden z ciekawszych procesów zachodzących obecnie w regionalnej polityce. Przez wiele lat układ sił w LGOM opierał się przede wszystkim na bardzo rozpoznawalnych nazwiskach, które od dawna funkcjonują w samorządzie lub polityce krajowej. Robert Raczyński, Krzysztof Kubów, Robert Kropiwnicki czy inni doświadczeni gracze posiadają swoje marki, zaplecza i historię. Coraz wyraźniej pojawia się jednak nowe pokolenie polityków, które chce zbudować własną pozycję.
Właśnie dlatego działalność Zysnarskiego może być ciekawa także z punktu widzenia całej regionalnej układanki. Jeżeli jego ludzie zaczną pojawiać się w kolejnych gminach, za kilka lat część z nich może być już na tyle silna, że przestanie być postrzegana jako „człowiek Zysnarskiego”, a zacznie funkcjonować jako samodzielny lider. To będzie najlepszy dowód na to, że cały projekt się udał. Bo największym sukcesem politycznego lidera nie jest stworzenie grupy ludzi, którzy zawsze stoją za nim. Największym sukcesem jest stworzenie ludzi, którzy pewnego dnia sami stają się liderami.
Najbliższe wybory nie muszą przynieść wielkich zwycięstw
Trzeba przy tym zachować pewien realizm, ponieważ polityczna mapa LGOM jest bardzo trudna i mocno obsadzona przez ludzi posiadających wieloletnie doświadczenie. PSL nie przejmie nagle kontroli nad regionem tylko dlatego, że pojawi się kilka nowych nazwisk, a Zysnarski nie stworzy w ciągu jednej kadencji struktur porównywalnych z tymi, które przez lata budowali inni regionalni liderzy. Może jednak zrobić coś równie ważnego - rozpocząć proces, którego efekty będą widoczne dopiero za kilka lat.
Jeżeli dzisiaj młody działacz zaczyna jeździć po swojej gminie, angażuje się w lokalne sprawy, poznaje mieszkańców i zdobywa pierwsze doświadczenia, za cztery lata może być już kandydatem na radnego. Jeżeli wygra, przez kolejne lata będzie budował własną markę, a następnie może wystartować na burmistrza albo wójta. To wymaga czasu, konsekwencji i ogromnej pracy. I właśnie dlatego tak istotne jest to, że Zysnarski otoczył się ludźmi, którzy - podobnie jak on - nie boją się pracy w terenie.
Człowiek, który może rozdawać karty, zanim sam usiądzie przy stole
Radosław Zysnarski może więc okazać się jednym z ciekawszych ludzi do obserwowania w regionalnej polityce w perspektywie kilku najbliższych lat. Nie dlatego, że już dzisiaj posiada największą rozpoznawalność w regionie, lecz dlatego, że konsekwentnie buduje coś, co może być znacznie ważniejsze - ludzi zdolnych do samodzielnego działania w wielu lokalnych samorządach.
Artur Jurkowski, Agnieszka Szemberska i Marek Staroń pokazują, że ten model już działa, ponieważ z lokalnych działaczy stali się nazwiskami rozpoznawalnymi znacznie szerzej. Jeżeli dołączą do nich kolejne osoby, szczególnie młode i ambitne, wówczas Zysnarski będzie mógł powiedzieć, że stworzył nie tylko własne zaplecze, ale całe pokolenie samorządowców.
Nie wiadomo jeszcze, jak duży będzie polityczny efekt tej pracy w najbliższych wyborach. Możliwe, że nie będzie spektakularny, możliwe również, że część kandydatów poniesie porażki, a część dopiero rozpocznie swoją drogę. W polityce najważniejsze procesy bardzo często zaczynają się od wyników, które na pierwszy rzut oka nie robią większego wrażenia.
Jeżeli jednak za kilka lat w kilkunastu gminach LGOM pojawią się ludzie związani z tym środowiskiem, których mieszkańcy będą znali, szanowali i wybierali, wtedy okaże się, że dzisiejsza praca nie była przypadkowa. I właśnie dlatego Radosława Zysnarskiego warto obserwować już teraz. Bo być może nie jest jeszcze człowiekiem, który sam rozdaje wszystkie karty w regionie. Jest natomiast człowiekiem, który bardzo konsekwentnie buduje talię, z której za kilka lat te karty będą mogli rozdawać jego ludzie.
Dodaj komentarz