Bolków, Chocianów, Chojnów, Gaworzyce, Głogów, Grębocice, Jawor, Krotoszyce, Kunice, Legnica, Legnickie Pole, Lubin, Męcinka, Miłkowice, Mściwojów, Paszowice, Pielgrzymka, Polkowice, Prochowice, Przemków, Radwanice, Rudna, Ruja, Ścinawa, Wądroże Wielkie, Zagrodno, Złotoryja

Robert Raczyński - człowiek, który zbudował własny system. Kto przejmie Lubin po nim?

LUBIN. Jeżeli ktoś chciałby zrozumieć, jak działa lokalna polityka w Legnicko-Głogowskim Okręgu Miedziowym, powinien zacząć od Lubina. A jeżeli chciałby zrozumieć politykę Lubina, musi zacząć od jednego nazwiska. Robert Raczyński. Prezydent Lubina od lat pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych samorządowców w regionie. Nie dlatego, że jest członkiem jednej z największych partii. Wręcz przeciwnie. Raczyński zbudował system, który w dużej mierze działa obok partyjnej polityki. I właśnie to jest jego największą siłą.

Robert Raczyński - człowiek, który zbudował własny system. Kto przejmie Lubin po nim?

Nie partia, tylko własny projekt

Raczyński nigdy nie startował jako kandydat żadnej dużej partii. Miejska Komisja Wyborcza zarejestrowała go jako kandydata KWW Robert Raczyński Dumni z Lubina, a sam Raczyński figurował jako osoba nienależąca do partii politycznej. To nie był przypadek. „Dumni z Lubina” to kolejna odsłona politycznego projektu, który przez lata wyrósł wokół prezydenta i środowiska Lubin 2006. W 2024 roku Raczyński mówił wprost, że nowa formuła miała poszerzyć projekt o nowe środowiska i nowych ludzi, którzy chcieli włączyć się w rozwój miasta i powiatu. To ważny szczegół. Bo Raczyński nie próbuje być lokalnym liderem PiS czy KO. On przez lata budował własną markę polityczną. I właśnie dlatego jego pozycja jest trudna do skopiowania. Wynik, którego nie da się zignorować

Najlepszym dowodem na trwałość tego systemu są wybory. W 2024 roku Raczyński wygrał wybory prezydenckie już w pierwszej turze. Otrzymał 60,96 proc. głosów. Piotr Borys zdobył 28,67 proc., a Michał Kielan 10,37 proc. To nie była minimalna przewaga. To była polityczna demonstracja siły. Raczyński zdobył ponad dwukrotnie więcej głosów niż jego najpoważniejszy konkurent. Co więcej, jego nazwisko działało również na listy do rady miejskiej. Komitet „Robert Raczyński Dumni z Lubina” zdobył w wyborach do Rady Miejskiej 49,95 proc. głosów i 12 z 23 mandatów, uzyskując samodzielną większość. To pokazuje coś istotnego. Nie chodzi wyłącznie o to, że mieszkańcy głosują na urzędującego prezydenta.

Głosują również na ludzi, których kojarzą z jego projektem.

A to jest już coś więcej niż popularność jednego polityka. To jest zaplecze. Raczyński stworzył polityczną markę, która jest silniejsza od partyjnego szyldu. Właśnie tutaj tkwi fenomen Lubina. W wielu miastach polityka samorządowa jest odbiciem polityki ogólnopolskiej. KO kontra PiS. Lewica kontra prawica. Tymczasem w Lubinie przez lata działał inny mechanizm. Raczyński kontra reszta. Oczywiście nie oznacza to, że w mieście nie istnieją partie polityczne. Istnieją. W 2024 roku PiS wystawił Michała Kielana, a wspólny komitet KO, Polski 2050, PSL i Lewicy wystawił Piotra Borysa. Ale wybory pokazały, że partyjne szyldy nie wystarczyły, aby przełamać lokalny system. To ważna lekcja. Można mieć posła, można mieć struktury partii, można mieć dostęp do Warszawy. Ale jeżeli ktoś przez lata codziennie buduje relację z mieszkańcami, lokalna marka może okazać się silniejsza niż ogólnopolski szyld. I właśnie dlatego Lubin ma dziś problem, którego jeszcze nie widać Nie chodzi o to, czy Raczyński jest dziś silny. Jest. Pytanie brzmi: co stanie się z tym systemem, kiedy zabraknie jego nazwiska na karcie do głosowania? To będzie największy test dla całego projektu.

Bo marka „Robert Raczyński” jest jednocześnie jego największą siłą i potencjalnym słabym punktem całego układu. Przez lata to on był twarzą projektu. To on kandydował na prezydenta. To jego nazwisko znajdowało się na komitecie. To jego rozpoznawalność pomagała kandydatom do rady miejskiej i powiatu. W 2024 roku komitet „Dumni z Lubina” uzyskał również 38,53 proc. w wyborach do Rady Powiatu Lubińskiego. Ale wyborów nie można wygrywać nazwiskiem w nieskończoność. W pewnym momencie każdy lokalny lider musi odpowiedzieć na pytanie: kto po mnie?

Czy Raczyński już buduje następcę?

To jedno z najciekawszych pytań lubińskiej polityki. Nie ma dziś oficjalnej odpowiedzi. Ale można obserwować ludzi, którzy znajdują się coraz bliżej centrum lokalnego życia politycznego. Jednym z nich jest Tomasz GÓRZYŃSKI. Przewodniczący Rady Miejskiej w Lubinie należy do nowego pokolenia samorządowców. Nie ma za sobą kariery parlamentarnej ani wieloletniej obecności w ogólnopolskiej polityce. Ma natomiast coś, czego w polityce przyszłości nie można lekceważyć - własną rozpoznawalność i bardzo mocną obecność w mediach społecznościowych.

Górzyński należy do pierwszych samorządowców w regionie, którzy tak mocno postawili na social media jako podstawowe narzędzie komunikacji politycznej. I właśnie tutaj może pojawiać się nowy model lokalnego lidera. Nie wystarczy być zastępcą, przewodniczącym czy radnym. Trzeba mieć własną publiczność. Własnych obserwujących. Własną komunikację. Własną relację z mieszkańcami. To może mieć ogromne znaczenie w momencie, kiedy pojawi się pytanie o następcę Raczyńskiego.

Sukcesor nie musi być kopią Raczyńskiego

To również ważne. Następca Raczyńskiego nie musi prowadzić polityki w taki sam sposób. Nie musi mieć jego wieku. Nie musi mieć jego doświadczenia. Nie musi nawet być politykiem dokładnie tego samego typu. Może być bardziej obecny w internecie. Może być bliżej mieszkańców. Może mocniej komunikować codzienną pracę. Może reprezentować kolejne pokolenie. Dlatego nazwiska takie jak Górzyński warto obserwować nie tylko przez pryzmat tego, co robią dzisiaj. Trzeba patrzeć na to, jaką pozycję będą mieli za trzy, pięć czy osiem lat.

Raczyński ma jeszcze jeden atut - własny polityczny język. Przez lata prezydent Lubina wypracował sposób komunikowania się, który jest trudny do przypisania jednej partii. Nie musi prowadzić wojny ideologicznej. Nie musi każdego dnia komentować Warszawy. Jego polityka opiera się przede wszystkim na mieście. Inwestycjach. Samorządzie. Lubinie. To daje mu możliwość przyciągania wyborców, którzy w wyborach parlamentarnych mogą głosować zupełnie inaczej. I jest to jedna z najważniejszych przyczyn trwałości jego systemu.

Jak wspominaliśmy, w 2024 roku do wyborów prezydenckich stanęli przeciwko niemu zarówno kandydat KO, jak i kandydat PiS. Mimo to Raczyński wygrał w pierwszej turze z wynikiem przekraczającym 60 proc. To pokazuje, że jego wyborca nie musi być wyborcą jednej konkretnej partii. Jest przede wszystkim wyborcą Raczyńskiego i jego wizji Lubina.

A co z krajową polityką?

To również odróżnia go od części innych liderów LGOM. Piotr Borys i Krzysztof Kubów wyszli z Lubina do Warszawy. Obaj poznali wielką politykę. Obaj zbudowali ogólnopolskie kariery. Raczyński zrobił coś odwrotnego. Z różnych powodów pozostał w Lubinie. I właśnie dlatego jego wpływ jest tak mocno lokalny. Nie musi przypominać o sobie mieszkańcom przed wyborami. Przez lata jest obecny na miejscu. To fundamentalna różnica między politykiem, który traktuje region jako bazę wyborczą, a politykiem, dla którego region jest centrum działalności.

Czy Lubin pozostanie „Lubinem Raczyńskiego” po Raczyńskim?

To może być najważniejsze pytanie całego cyklu. Bo dziś nie ma wątpliwości, kto jest politycznym gospodarzem Lubina. Ale w perspektywie kolejnych wyborów sytuacja będzie musiała się zmienić. Nie dlatego, że Raczyński nagle stracił wpływy. Wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego, że jego wpływy są tak duże, pytanie o sukcesję będzie jeszcze trudniejsze. Czy następca będzie pochodził z najbliższego otoczenia? Czy będzie nim ktoś taki jak Tomasz Górzyński? Czy „Dumni z Lubina” przetrwają jako projekt bez nazwiska Raczyńskiego? Czy lokalna prawica spróbuje przejąć część jego elektoratu? Czy KO ponownie spróbuje wejść do Lubina z własnym kandydatem? A może pojawi się ktoś całkowicie nowy?

Na te pytania nie ma dziś odpowiedzi. Ale jedno jest pewne. Polityczna przyszłość Lubina nie zacznie się w dniu, w którym Robert Raczyński skończy prezydentowanie. Ona zaczyna się dużo wcześniej. Właśnie teraz. Bo następca lokalnego lidera nie powstaje w kampanii wyborczej. Powstaje przez lata. W radzie miejskiej. Na spotkaniach z mieszkańcami. W samorządowych decyzjach. I coraz częściej - na ekranie telefonu. A jeżeli ktoś chce wiedzieć, kto za kilka lat może rozdawać karty w Lubinie, powinien patrzeć nie tylko na tych, którzy są dziś najgłośniejsi.

Powinien patrzeć na tych, którzy cierpliwie budują własne zaplecze, własną rozpoznawalność i własną relację z mieszkańcami. Bo system Raczyńskiego jest dziś bardzo mocny. Największym pytaniem nie jest więc: „Czy ktoś może pokonać Raczyńskiego?” Tylko: „Kto będzie potrafił wygrać Lubin, kiedy Raczyńskiego już na karcie nie będzie?”

Dodaj komentarz

Wyślij

Powiązane wpisy