Z posłem A.Sikorą o sytuacji w KGHM i nowym prezesie koncernu, o likwidacji wysypiska odpadów w Głogowie
REGION. Poseł Lewicy Arkadiusz SIKORA bez wątpienia jest najbardziej aktywnych z dolnośląskich parlemtarzystów. Praca w Sejmie i nieustanny kontakt z działaczami Lewicy w tzww. terenie - to parlamentarne DNA posła-debiutanta w ławach sejmowych. Mimo to znajduje czas na rozmowę o sprawach ważnych dla Polski i sprawach ważnych da Dolnego Śląska i Zagłębia Miedziowego.
Z posłem Arkadiuszem SIKORĄ rozmawia Zbigniew Jakubowski.
Panie pośle, rozmawiamy w kilka dni po – izraelskim ataku na Iran. Widać już, że konflikt ten może potrwać długo i zużywane są w nim ogromne ilości najnowocześniejszego uzbrojenia. Ale najważniejszą decyzją ostatnich dni jest zawetowanie przez Prezydenta Nawrockiego pożyczki SAFE - jak Pan to ocenia?
ARKADIUSZ SIKORA: - Zawetowanie przez Prezydenta pożyczki SAFE to absolutnie szkodliwa decyzja dla Polski i bezpieczeństwa naszych obywateli. To zakrawa na zdradę stanu i nie boję się tego publicznie powiedzieć! To weto to utrata sporej części z 43 miliardów euro. To zastrzyk gotówki, który mógłby zostać wykorzystany na wzmocnienie polskiego przemysłu - przede wszystkim zbrojeniowego. Dzisiaj w tak niebezpiecznym świecie, musimy inwestować w zbrojenie, bo widzimy, że te dostawy sprzętu wojskowego na świecie powoli się kończą. Dlatego musimy mieć to wszystko na miejscu – tu i teraz, a przy okazji jest to szansa na postawienie na nogi polskiej branży przemysłowej. Niestety, w wyniku prezydenckiego weta część z tych środków - przede wszystkim na straż graniczną, policję oraz infrastrukturę drogową i kolejową będzie bezpowrotnie utracona.
SAFE to realna szansa dla polskich, również dolnośląskich firm zbrojeniowych?
Oczywiście. W tym programie już jest dzisiaj przewidzianych ponad 11 tysięcy firm. Z tego 878 firm z Dolnego Śląska. W niektórych obszarach produkcji zbrojeniowej nasz region jest prawdziwą potęgą. Największe takie zakłady znajdują się oczywiście w Jelczu-Laskowicach. Ale za taką produkcją stoi zawsze rozległy łańcuch dostawców i podwykonawców.
SAFE to też szansa dla naukowców z Dolnego Śląska, współpracujących z Politechniką Wrocławską, z Uniwersytetem Wrocławskim. Mówimy o środkach nie tylko na zakup zbrojenia, ale też na nowe technologie, na rozwój przyszłościowych branż, na sztuczną inteligencję. To są po prostu pieniądze, które mogą wspierać przemysł zbrojeniowy.
A ogłoszony przez prezydenta i szefa NBP program „Polskie SAFE Zero procent” jest jakąś alternatywą?
Dlaczego miałby być alternatywą? Przecież potrzebne jest jedno i drugie. Obawiam się jednak, że propozycja „polskiego SAFE” posłużyć ma jedynie uzasadnieniu weta do SAFE prawdziwego. I taki jest jej, niestety, jej jedyny cel.
Wspomniał Pan, że SEJF europejski będzie ograniczony? Co to oznacza?
Tak. Nasz rząd ma "Plan B", ponieważ braliśmy pod uwagę taki rozwój wydarzeń. Niestety Prezydent Nawrocki przy podejmowaniu decyzji kieruje się interesem partyjnym a nie interesem Państwa. Nasz "Plan B" to uchwała rządu, która powołuje program "Polska Zbrojna". Dzięki niej unijna pożyczka ma trafić do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Niestety, wydatki te nie obejmują pozamilitarnych formacji takich jak Straż Graniczna czy Policja.
Czy widzi Pan jakieś ziarno prawdy w obawach, które zgłasza na przykład prezes PiS – europejskiej „uznaniowości” lub „wspierania poprzez SAFE” niemieckiego przemysłu?
Nie, nie widzę żadnych podstaw do takich obaw. Mam wrażenie, że prezes PiSu cały czas brnie w swoistą antyeuropejską paranoję. Jako koalicja demokratyczna jesteśmy dokładnie przeciwnego zdania. W tej chwili przewidujemy, że około 89-90% tych środków zostanie oczywiście zainwestowanych tutaj, w Polsce. Już dzisiaj wiemy, że na przykład Huta Stalowa Wola zostałaby dofinansowana czy zostanie dofinansowana w kwocie 20 miliardów złotych. Dzisiaj ten przemysł stalowy w Polsce jest bardzo ważny, zwłaszcza w kontekście taniej stali napływającej z Chin oraz z Ukrainy. My musimy wzmocnić polski przemysł, bo jeśli on padnie, to za chwilę możemy być tak naprawdę uzależnieni od zagranicznych firm, od zagranicznych producentów.
Skoro jesteśmy przy firmach strategicznych i metalurgii. KGHM Polska Mieć S.A. ma od niedawna nowego prezesa. Jak pan ocenia tę nominację?
Mam nadzieję, że będzie to prezes, który będzie patrzył globalnie i długoterminowo na rozwój KGHM-u, taki, który zwróci szczególną uwagę na poprawę bezpieczeństwa pracowników, zwłaszcza tych dołowych, którzy na co dzień zjeżdżają po kilkaset metrów pod ziemię. Obniżając podatek miedziowy robiliśmy to celowo, żeby część środków trafiło właśnie na poprawę bezpieczeństwa i higieny pracy tych górników. Ale bardzo ważna w tym kontekście jest również ochrona środowiska. Widzimy, że KGHM musi dostać zastrzyk finansowy, na tego typu inwestycje, niezwykle ważne dla naszego regionu.
Jestem przekonany, że KGHM dobrze pokierowany będzie służył nam na Dolnym Śląsku przez wiele, wiele lat, tworząc nowe miejsca pracy, dodatkowe miejsca pracy, ale też godne miejsca pracy i płacy dla pracowników i ich rodzin.
W KGHM-ie zawarto właśnie porozumienie ze związkami zawodowymi. Wydaje się, że związkowcy są usatysfakcjonowani przebiegiem negocjacji. To dobry kierunek?
Bardzo dobry kierunek. Poprzedni Zarząd nie był skłonny do tego, żeby dzielić się zyskiem z pracownikami. Rozmowy ze związkami nie prowadziły do rozwiązań przez co najmniej dwa lata. Dopiero po mojej interwencji, zresztą dosyć burzliwej, poprzedni Zarząd zmienił zdanie i widzę, że Zarząd obecny z obecnym Prezesem wyciągnął z tego wnioski. Cieszę się z tego, że zarząd największej firmy naszego regionu stosuje ekonomię społeczną, która mówi, że tego typu firmy powinny dbać nie tylko o zyski, ale przede wszystkim o to, żeby pracownicy godnie zarabiali.
Brak porozumienia Zarządu ze związkowcami dotyczy dziś również innej ikonicznej firmy Zakładach Ceramicznych „Bolesławiec” w Bolesławcu. Spotykał się Pan ze związkowcami i z Zarządem– jest szansa na porozumienie?
Zakłady Ceramiczne w Bolesławcu to spółka Skarbu Państwa. A przy tym ważny, duży pracodawca w Bolesławcu i Powiecie Bolesławieckim. Od dłuższego czasu docierały do mnie informacje o napięciach i nienajlepszych relacjach pomiędzy Zarządem a pracownikami reprezentowanymi przez związki zawodowe. Dlatego postanowiłem zadeklarować pomoc w negocjacjach – przede wszystkim z nadzieją na zachowanie miejsc pracy w zakładzie. Zarząd zakładu zatrudniającego ok. 400 osób wypowiedział regulamin wynagrodzeń – w jego miejsce nie powstał nowy. Na dziś, wydaje się, że moje starania przyniosły oczekiwany efekt. Pan Prezes Arkadiusz Grzesiowski zadeklarował, że do końca marca br. przedstawi związkom zawodowym propozycję nowego regulaminu. Po rozmowach ze związkowcami otrzymałem deklarację otwartości na rozmowy i dążenie do porozumienia. Zadeklarowałem, że w razie potrzeby którejś ze stron służę pomocą w niełatwych negocjacjach. W Zakładach Ceramicznych „Bolesławiec” pracują ludzie o bardzo wysokich, a jednocześnie specyficznych umiejętnościach, często od wielu lat. Utrata przez nich zatrudnienia byłaby ogromnym ciosem – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i dla całej aglomeracji Bolesławca.
Z Pana inicjatywy powstał Parlamentarny Zespół ds. transformacji społeczno-energetycznej subregionu Turoszowskiego. Czym zajmuje się obecnie?
Zespół działa aktywnie. Spotkaliśmy się z wiceministrem funduszy europejskich i próbujemy zabezpieczyć w budżecie Unii Europejskiej na lata 2028-2034 około 2-3 miliardów złotych na proces transformacji Worka Turoszowskiego. Bardzo dobre spotkanie zarówno z wiceministrą, jak i z samorządowcami z regionu, z osobami zainteresowanymi tą transformacją, z organizacjami pożytku publicznego. Jesteśmy po pierwszych rozmowach, mamy pewne wytyczne. Wkrótce odbędą się kolejne spotkania. Za chwilę będziemy chcieli się spotkać z przedstawicielami Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Energii.
Pod koniec marca będę rozmawiał osobiście, jestem już umówiony, z Ministrem Finansów Andrzejem Domańskim. Najważniejsze jest, żeby dzisiaj zabezpieczyć środki finansowe. Ale kolejnym krokiem, który zrobimy, to jest ściągnięcie na Dolny Śląsk właśnie do tych dwóch powiatów, Gorzeleckiego i Lubańskiego, inwestorów, którzy mogliby tworzyć alternatywne miejsca pracy właśnie dla tych osób, które dzisiaj pracują przy elektrowni i kopalni Turów.
Jak Pana zdaniem powinna wyglądać transformacja tego subregionu?
Musimy na nią popatrzeć w szerszym kontekście. Jest jasne, że świat coraz bardziej idzie w stronę zielonej energii. Już od wielu lat widzimy, że zmniejsza się ilość pracowników zarówno kopalni, jak i elektrowni. Z ponad 7 tysięcy pracowników, w tej chwili już pracuje w tym obszarze około 3,5 tysiąca pracowników i ten proces będzie dalej postępował. Musimy więc tworzyć, obok elektrowni i kopalni, miejsca pracy. W taki sposób, by osoby odchodzące z pracy w tradycyjnej energetyce i górnictwie znajdowały dobrze płatne i stałe zajęcie, by nie musiały się martwić, z czego będą żyć. To dotyczy nie tylko pracowników samej kopalni i huty, ale też licznych podwykonawców. Łącznie to dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Wszystko razem przekłada się bezpośrednio na finanse miejscowych samorządów. Dziś w Zgorzelcu i Powiecie Zgorzeleckim blisko 40 proc. osób pracujących jest zatrudnionych po sąsiedzku: w Niemczech lub w Czechach. I w tych krajach płaci podatki. Zależy nam na tym, żeby osoby te ściągnąć do pracy właśnie do naszych powiatów: Zgorzeleckiego i Lubańskiego, żeby dać im dobre miejsca pracy, żeby płacili tutaj podatki i tutaj z nami się identyfikowali, bo to jest niezmiernie ważne.
Płacone lokalnie podatki pozwalają utrzymać różnego rodzaju instytucje publiczne. Szpital dzisiaj w Bogatyni, który jest naprawdę uzależniony od finansowania publicznego.
Ale też inne instytucje publiczne, ośrodki kultury, sportu, turystyki, to są miejsca takie, które wymagają dofinansowania.
Pilotuje Pan od dawna sprawę koniecznego remontu Zapory Pilchowickiej. Czy już się rozpoczął?
Tak. Obecnie Tauron przeprowadza remont Zapory Pilchowickiej. Nie są to prace łatwe, co chwile pojawiają się „niespodzianki” dotyczące rzeczywistego stanu zapory.
Liczymy na to, że ten długo oczekiwany remont, który będzie kosztował Tauron blisko 100 milionów złotych zakończy się sukcesem i na wiele lat będzie służył mieszkańcom Powiatu Lwóweckiego. Stan techniczny tej zapory pochodzącej z początków XX wieku wymagał już interwencji państwa i bez pieniędzy państwowych, w tym wypadku Taurona byłoby to po prostu niemożliwe. Dlatego cieszę się, że po naszej poselskiej, posłów z Dolnego Śląska, interwencji (jestem osobiście członkiem Komisji Nadzwyczajnych ds. Likwidacji Skutków Powodzi 2024) ten postulat został uwzględniony i te prace już trwają.
Kiedy można spodziewać się likwidacji wysypiska śmieci w Głogowie?
Dwa lata temu, kandydując w wyborach parlamentarnych, obiecywałem, że będę zabiegał o środki finansowe na likwidację niebezpiecznych, toksycznych składowisk odpadów, między innymi właśnie w Głogowie. To się udało choć, nie za pierwszym razem. W tegorocznym budżecie zabezpieczyliśmy 42 miliony złotych na to, żeby to wysypisko zlikwidować.
Sam osobiście organizowałem spotkania samorządowców z Głogowa w Ministerstwie Klimatu oraz wiceministrą Anitą Sowińską z Nowej Lewicy, która osobiście odpowiada za obszar likwidacji wysypisk. W tych dniach w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska została podpisana umowa, umowa między samorządem a funduszem zabezpieczająca te środki.
Prace rozpoczną się jeszcze w tym roku.
Dziękuję za rozmowę
Dodaj komentarz