Bolków, Chocianów, Chojnów, Gaworzyce, Głogów, Grębocice, Jawor, Krotoszyce, Kunice, Legnica, Legnickie Pole, Lubin, Męcinka, Miłkowice, Mściwojów, Paszowice, Pielgrzymka, Polkowice, Prochowice, Przemków, Radwanice, Rudna, Ruja, Ścinawa, Wądroże Wielkie, Zagrodno, Złotoryja

Dziewczyny z Abu-Dhabi albo żenada w dwóch aktach

LEGNICA.  Hasło „erotyk hotelowy” brzmi jak obietnica — i spektakl rzeczywiście ją spełnia, choć w najgorszym możliwym sensie. Jest hotel, jest seks, są tytułowe „Dziewczyny z Abu-Dhabi”. Nie ma natomiast erotyki — jest jej karykatura. Ciężka, dosłowna i pozbawiona napięcia. Najuczciwiej byłoby powiedzieć: to nie spektakl o pożądaniu, tylko o jego kompromitacji, co zapewne nie było w zamyśle reżysera.

Dziewczyny z Abu-Dhabi albo żenada w dwóch aktach

Dziewczyny z Abu-Dhabi” dotykają znanego każdemu tematu – prostytucji w krajach Bliskiego Wschodu. Temat ten jest tak wszechobecny, że od spektaklu oczekiwałoby się czegoś nowego. Może świeżego spojrzenia? Albo pokazania go z innej perspektywy? Niestety jest on aż do bólu sztampowy i przewidywalny.
Co jest w nim aż tak złego? Zacznę od tego, czego moim zdaniem było zbyt dużo. Spektakl ewidentnie próbował być zbyt śmieszny, osiągając przy tym efekt przeciwny. Śmieszne żarty wymienić można na palcach jednej ręki, mimo, że różnego rodzaju „komizm” pojawiał się praktycznie w każdej scenie. Niby żadna nowość – w końcu niejedna komedia ma tylko parę dobrych żartów. Problem pojawia się, gdy pozostałe żarty nie tylko nie śmieszą, ale są niesmaczne, obleśne i odrażające. Były też momenty, gdy spektakl sięgnął samego dna żenady i jakoś już tam został aż do końca.
Żenady? To naprawdę odpowiednie słowo? Nie wiem, jak inaczej nazwać trzy godziny prawie identycznych rozmów o seksie i wszystkich, odmienionych przez wszystkie przypadki synonimach tego słowa. Co druga scena przesączona jest erotyzmem i to w najprostszej postaci. Aktorki wyginają się w sensualnych pozach, a aktorzy im akompaniują. Choćby scena, w której ksiądz Zygmunt szuka na mapie kościołów, a dziewczyny z Abu-Dhabi niby od niechcenia, z przypadku, rozkładają przed nim nogi, wypinają pośladki i przystawiają biust. To nie jest przekroczenie granicy, tylko jej spłaszczenie — wszystko zostaje podane wprost, bez cienia niedopowiedzeń. Nie ma konfliktu sacrum a profanum – jest konflikt widza z jego własnym gustem.
Co poszło nie tak? Spektakl nie klei się od samego początku. Fabuła praktycznie nie istnieje. Akcja się nie zawiązuje, więc nie ma kiedy się rozwiązać. To, co ewentualnie moglibyśmy nazwać fabułą, jest tylko zlepkiem znanych z kina i teatru wątków, które przewidzi prawie każdy. Trudno mi nawet wskazać, co konkretnie w tym spektaklu nie zagrało. Czy to dramaturg liczył na widza troglodytę, myśląc, że tak bardzo oczarowany humorem całkiem zignoruje pozostałe wady? Czy może po prostu gust i komizm stały się terminami osadzonymi na odmiennych płaszczyznach? Myślę, że właśnie tego zabrakło zarówno reżyserowi, jak i dramaturgowi – poczucia dobrego smaku. Ewidentnie brakuje też jakiejkolwiek samokrytyki – spektakl wygląda, jakby reżyser był nim zupełnie oczarowany. Właśnie reżyser, a reszta? A widzowie? Ktoś w ogóle o nich pomyślał?
Przez cały spektakl czułem się nieswojo. Jakbym siedział na widowni bez zaproszenia. Jakby spektakl nie był dla mnie, a ja całkiem przypadkiem siedzę na loży i oglądam to widowisko. Jedynym, co ratuje tę sztukę przed całkowitą porażką jest świetna scenografia i bardzo dobra gra aktorska. Kolorystyka, meble i stroje przenoszą nas w klimat Arabii zaskakująco mocno, jak na ograniczone jednak możliwości sceny teatralnej. Do końca sztuki zostałem tylko dla aktorów, którzy robili, co mogli, bym raz nie zasnął, a raz nie wcisnął się w fotel z żenady. Choćby Katarzyna Dworak, grająca Barbarę Mydło, która swoją ekspresją była w stanie zamienić nieudane żarty w coś zjadliwego. Albo Aleksandra Listwan grająca Mirkę, która tchnęła życie i charakter w płytko napisaną postać. Strach pomyśleć, jak tragiczna wypadła by ta sztuka zagrana w innym, przeciętnym teatrze.
Czy mimo wszystko warto pójść na „Dziewczyny z Abu-Dhabi”? Czy poleciłbym komuś właśnie ten spektakl spośród szerokiego repertuaru Teatru Modrzejewskiej? Zdecydowanie nie. To po prostu słaba i zbędna sztuka. No chyba że zamysłem autora było zrobić największy na Dolnym Śląsku pokaz żenady. Jeśli tak, to „Dziewczyny z Abu-Dhabi” oceniam na sześć z plusem.

Fot. FB Teatr Modrzejewskiej

Dodaj komentarz

Wyślij

Powiązane wpisy