Jan Młynarczyk: związkowiec KGHM, który może namieszać w polityce
POLKOWICE. Czy w Zagłębiu Miedziowym rośnie nowy polityczny gracz? Jan Młynarczyk od lat stoi na czele środowiska pracowników dołowych KGHM. Zna kopalnię od środka, ma własne zaplecze, doświadczenie w negocjacjach z szefostwem KGHM i blisko dwa tysiące głosów z ostatnich wyborów do Rady Nadzorczej. Dziś nie deklaruje startu w wyborach. Ale gdyby zdecydował się wejść do samorządowej gry, mógłby poważnie namieszać.
To nazwisko w KGHM nie jest anonimowe.
Jan Młynarczyk od ponad czterech dekad związany jest z Polską Miedzią. Zaczynał jako pracownik kopalni, był ratownikiem górniczym i zastępowym. Od lat kieruje Krajowym Związkiem Zawodowym Pracowników Dołowych KGHM. Przez lata zmieniały się zarządy spółki, rządy, partie i polityczne układy wokół Polskiej Miedzi. Młynarczyk pozostał.
I właśnie dlatego jego nazwisko coraz częściej można rozpatrywać nie tylko w kontekście związków zawodowych. Na razie nie ma oficjalnej deklaracji, że Jan Młynarczyk zamierza kandydować w wyborach samorządowych czy parlamentarnych. Ale polityka nie zaczyna się przecież w dniu rejestracji list wyborczych.
Czasami zaczyna się znacznie wcześniej – od budowania rozpoznawalności, własnego środowiska, kontaktów i pozycji. A tego Młynarczykowi trudno odmówić.
Przez lata stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli strony społecznej KGHM. Zna problemy górników, ale jednocześnie coraz częściej mówi o przyszłości całej Polskiej Miedzi. Bo w regionie, w którym KGHM jest czymś znacznie większym niż zwykłym przedsiębiorstwem, człowiek z takim życiorysem ma naturalny polityczny punkt wyjścia. 1904 głosy. Za mało na Radę Nadzorczą, wystarczająco dużo na polityczny sygnał?
Młynarczyk ma ludzi, którzy chcą na niego głosować. A polityczny kapitał właśnie od tego się zaczyna. Federacja może być jego największym atutem Mógłby próbować zbudować lokalny komitet skupiony wokół pracowników, przedsiębiorców, samorządowców i środowisk związanych z KGHM. Hasło? Zagłębie Miedziowe ponad partyjnymi podziałami.
Jan Młynarczyk ma pomysł na KGHM. Nie chce tylko walczyć o pensje. Stawką jest przyszłość całego Zagłębia!
Czy lider związku zawodowego może mieć własną wizję rozwoju jednego z największych przedsiębiorstw w Polsce? Jan Młynarczyk przekonuje, że tak. I coraz wyraźniej pokazuje, że jego ambicje nie kończą się na negocjacjach płacowych, sporach z zarządem czy obronie przywilejów pracowniczych. W centrum jego myślenia ma być coś znacznie większego: przyszłość KGHM, tysiące miejsc pracy i gospodarcza przyszłość całego Zagłębia Miedziowego.
Jan Młynarczyk, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Dołowych, od lat należy do najbardziej rozpoznawalnych liderów związkowych w KGHM. Ale w ostatnich miesiącach coraz mocniej wybrzmiewa w jego wypowiedziach coś więcej niż klasyczny związkowy przekaz.
Inwestycje. Rozwój. Nowe szyby. Stabilność zatrudnienia. Wspólny interes kopalń, hut, zakładów przeróbczych i całej Grupy Kapitałowej.
To właśnie na tych elementach Młynarczyk buduje swoją wizję przyszłości Polskiej Miedzi.
„Nie ma różnych interesów. Jest jeden KGHM”
To jeden z najważniejszych punktów myślenia Młynarczyka. Górnicy, hutnicy, pracownicy zakładów wzbogacania rud, dozór i zatrudnieni w spółkach Grupy Kapitałowej nie powinni – jego zdaniem – walczyć każdy wyłącznie o własny kawałek tortu. Bo bez kopalni nie będzie rudy. Bez hutników nie będzie produkcji. Bez dozoru i całego zaplecza technologicznego nie będzie sprawnie działającej firmy.
– Górnicy są zdani na hutników i hutnicy są zdani na górników. Dozór jest zdany na pracowników i pracownik na osoby dozoru. Tu bierzemy wspólną odpowiedzialność za KGHM – przekonywał Młynarczyk.
I właśnie z tej filozofii narodził się pomysł stworzenia Federacji związków zawodowych, która połączyła organizacje reprezentujące różne części miedziowego imperium. Federacja skupiała około 6 tysięcy pracowników i miała być odpowiedzią na rozdrobnienie związkowej reprezentacji. Sam Młynarczyk był wskazywany jako pomysłodawca tego projektu.
KGHM potrzebuje dziś przede wszystkim inwestycji
Silny KGHM nie może żyć wyłącznie bieżącym wydobyciem i aktualnymi wynikami finansowymi. Musi inwestować tak, aby za kilkanaście, kilkadziesiąt lat wciąż mieć co wydobywać, przetwarzać i sprzedawać.
Młynarczyk wielokrotnie wskazywał, że kluczowe dla przyszłości firmy są inwestycje w Główny Ciąg Technologiczny. Wśród najważniejszych projektów wymieniane są nowe szyby: GG-2, Retków i Gaworzyce. To inwestycje wymagające ogromnych nakładów i wieloletniej realizacji, ale właśnie one mogą zdecydować, jak długo KGHM pozostanie przemysłowym sercem Zagłębia Miedziowego.
I tu pojawia się pytanie, które może być kluczowe dla całego regionu: Czy pieniądze wypracowywane dziś przez KGHM zostaną wykorzystane tak, aby zbudować firmę silną również za 20 czy 30 lat?
Młynarczyk zdaje się odpowiadać jednoznacznie: nie ma przyszłości miejsc pracy bez inwestycji.
Nie tylko związkowiec. Człowiek z pomysłem na firmę? Najłatwiej byłoby wrzucić Jana Młynarczyka do jednej szuflady: kolejny lider związkowy, który walczy o podwyżki i prawa pracowników.
Nie mówi o wyścigu, choć walczył o miejsce w Radzie Nadzorczej KGHM. Nie mówi o interesie jednej grupy zawodowej, choć od ponad 30 lat stoi na czele związku pracowników dołowych. Jan Młynarczyk przekonuje, że w Polskiej Miedzi nie ma miejsca na podział na górników, hutników, dozór i pracowników spółek. – Gram w drużynie o nazwie Załoga KGHM – brzmi przekaz, który może najlepiej oddawać jego sposób myślenia o przyszłości miedziowego giganta.
Dla Jana Młynarczyka KGHM to nie zbiór oddzielnych zakładów, branż i grup zawodowych. To jeden organizm.
Górnicy potrzebują hutników. Hutnicy potrzebują górników. Zakłady Wzbogacania Rud są częścią tego samego technologicznego łańcucha. Do tego dochodzi dozór, administracja i tysiące pracowników spółek Grupy Kapitałowej.
– Nie ma innego interesu jak wspólny interes – podkreślał Młynarczyk, mówiąc o odpowiedzialności za przyszłość KGHM.
Nie „mój związek”. Cała załoga
Tyle że jego publiczne wypowiedzi pokazują znacznie szersze spojrzenie.Mówi o inwestycjach i długofalowym planie. O przejrzystości decyzji podejmowanych w spółce. O równych standardach dla pracowników różnych części Grupy Kapitałowej. O tym, że w jednym KGHM nie powinno być „różnych KGHM-ów”. To właśnie może być sednem jego pomysłu.
Silny pracownik potrzebuje silnej firmy. A silna firma potrzebuje inwestycji, stabilności i ludzi, którzy wiedzą, co dzieje się nie tylko w gabinetach, ale również kilkaset metrów pod ziemią.
Wizja Młynarczyka prowadzi do jeszcze jednego pytania. Czy KGHM ma być po prostu wielką spółką wydobywczą, czy motorem rozwoju całego regionu?
Bo za Polską Miedzią stoją nie tylko tysiące etatów w kopalniach i hutach. To również setki firm współpracujących, samorządy, lokalni przedsiębiorcy, szkoły, rodziny i całe miasta, których gospodarcza przyszłość w dużej mierze związana jest z kondycją miedziowego giganta.
Jeżeli KGHM inwestuje – region żyje.
Jeżeli KGHM hamuje – skutki mogą odczuć nie tylko pracownicy spółki. I być może właśnie dlatego Młynarczyk tak mocno akcentuje potrzebę współodpowiedzialności za firmę. Nie chce – przynajmniej w swojej publicznej narracji – stawiać pracowników naprzeciwko spółki.
Pracownicy i KGHM mają być po tej samej stronie.
– W naszym sercu są ludzie i firma. To dwie wartości, których nie da się od siebie oddzielić – mówił podczas jednej z konferencji Federacji Związków Zawodowych.
Najpierw trzeba zabezpieczyć przyszłość KGHM. Trzeba inwestować. Budować nowe możliwości wydobycia. Chronić miejsca pracy. Rozwijać całą Grupę Kapitałową. A dopiero wtedy można mówić o trwałym bezpieczeństwie ludzi i regionu. Bo stawka nie jest mała KGHM to dla Zagłębia Miedziowego znacznie więcej niż firma. To gospodarczy krwiobieg regionu.
I być może właśnie dlatego warto uważnie słuchać, co mówią dziś ludzie, którzy – tak jak Jan Młynarczyk – chcą mieć wpływ nie tylko na wysokość wypłaty, ale również na to, jaki KGHM zostanie następnym pokoleniom.
Jan Młynarczyk ma więc pomysł na KGHM. Pytanie tylko, czy jego wizja – oparta na inwestycjach, jedności załogi i długofalowym myśleniu – będzie miała szansę stać się czymś więcej niż programem lidera związkowego.
Bo jeśli stawką rzeczywiście jest przyszłość Polskiej Miedzi, to stawką jest również przyszłość całego Zagłębia Miedziowego.
Dodaj komentarz