Rycerze wiosny z IV ligi dolnośląskiej, jednym z nich Iskra Księginice
GMINA LUBIN. Już tylko kilka dni dzieli nas od inauguracji IV ligi dolnośląskiej w sezonie 2026/2027. Jednym z pięciu przedstawicieli Podokręgu Legnica w zbliżających się rozgrywkach będzie Iskra Księginice, dla której będzie to już czwarty sezon z rzędu na tym szczeblu.
Ostatnie miesiące w gronie czwartoligowców były dla klubu z Księginic prawdziwą huśtawką nastrojów. Najpierw, w czerwcu 2025 roku, osiągnięto najlepszy wynik w historii – piąte miejsce. Następnie przyszła fatalna jesień i zaledwie dziewięć punktów zdobytych w siedemnastu meczach. Miniona wiosna przyniosła natomiast fenomenalną pogoń, która pozwoliła zakończyć sezon na dwunastej pozycji, gwarantującej utrzymanie. Warto dodać, że w tabeli rundy rewanżowej Iskra zajęła szóste miejsce. Wszystko to osiągnęła bez możliwości gry na własnym stadionie z powodu jego modernizacji, a także po nagłej zmianie trenera w październiku.
– Po pierwszej rundzie niewielu wierzyło, że zdołamy utrzymać się w IV lidze. Tymczasem dzięki ogromnemu zaangażowaniu, determinacji i ciężkiej pracy całego zespołu osiągnęliśmy cel i nadal będziemy rywalizować na tym poziomie rozgrywkowym. To osiągnięcie pokazuje siłę naszej drużyny oraz charakter zawodników i sztabu szkoleniowego. Wierzę, że ten sukces rozpalił w nas wszystkich jeszcze większą motywację i przekonanie, że wspólnie możemy walczyć o ambitne cele również w kolejnym sezonie. Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami i wspierali nas na tej drodze. To dla nas ogromna wartość i dodatkowa motywacja do dalszej pracy – mówi prezes Iskry Przemysław Jankowski.
Ze statystycznego punktu widzenia utrzymanie ligowego bytu przez Księginiczan było nie lada wyczynem w historii IV ligi dolnośląskiej, funkcjonującej od 2000 roku. Przez ponad ćwierć wieku tylko ośmiu klubom udało się zachować miejsce na tym poziomie, mając na półmetku rozgrywek dziewięć lub mniej punktów. Nie uwzględnialiśmy przy tym sezonów, w których jesienią rozgrywano awansem kolejki z rundy wiosennej.
Pięć razy taka sytuacja miała miejsce w formule jednogrupowej, natomiast trzy razy w okresie funkcjonowania dwóch grup IV ligi dolnośląskiej. Rozróżniamy te przypadki, ponieważ nie da się ukryć, że przy podziale na grupę zachodnią i wschodnią poziom rywalizacji był nieco niższy – oczywiście niczego nie ujmując występującym w nich drużynom.
Absolutnym rekordzistą pod tym względem pozostaje Kuźnia Jawor z sezonu 2003/2004, kiedy najwyższa klasa rozgrywkowa w województwie była jednocześnie rzeczywistym czwartym szczeblem rozgrywkowym w kraju. Jesień 2003 roku była dla Jaworzan fatalna – w siedemnastu kolejkach zdobyli zaledwie sześć punktów. Odnieśli tylko jedno zwycięstwo, już na początku sezonu – w czwartej kolejce pokonali na wyjeździe Karkonosze Jelenia Góra 2:0. Wcześniej zremisowali na inaugurację z Bielawianką Bielawa 1:1, następnie 2:2 ze Spartą Świdnica i ponownie 1:1, tym razem z Lechią Dzierżoniów.
Mimo aż czternastu porażek Kuźnia nie zamykała tabeli. Ostatnia była Lechia Dzierżoniów, która zakończyła sezon z dorobkiem zaledwie sześciu punktów i z hukiem spadła do Klasy Okręgowej. Wróćmy jednak do Jawora. W grudniu 2003 roku z funkcji trenera zrezygnował Mieczysław Bieniusiewicz, a jego miejsce zajął Leszek Dulat. Zimą wzmocniono kadrę. Do zespołu dołączyli między innymi Jacek Fojna, Krzysztof Matyszkiewicz oraz Mirosław Klimko, który po raz kolejny w swojej karierze trafił do Kuźni.
Efekt nowej miotły był widoczny już na początku rundy wiosennej. Co prawda pierwszy mecz z Bielawianką Bielawa został przełożony, ale w trzech pierwszych rozegranych spotkaniach 2004 roku Kuźnia odniosła komplet zwycięstw i stała się rewelacją rozgrywek. Pokonała kolejno Pogoń Oleśnica (1:0), Nysę Zgorzelec (1:0) oraz Karkonosze Jelenia Góra (2:0). Później nie było już tak dobrze, jednak ostatecznie udało się zachować ligowy byt. Podobnie jak sezon wcześniej, wszystko rozstrzygnęło się dopiero w ostatniej kolejce. W 2003 roku utrzymanie zapewniło zwycięstwo 4:0 nad Nysą Kłodzko, a rok później wygrana z Włókniarzem Mirsk.
Kilka lat później, po piętnastu kolejkach sezonu 2010/2011, Orkan Szczedrzykowice – debiutujący w IV lidze dolnośląskiej – zamykał tabelę z dorobkiem zaledwie dziewięciu punktów. Przypomnijmy, że był to wówczas rzeczywisty piąty szczebel rozgrywkowy i liga liczyła szesnaście zespołów.
W przerwie zimowej Szczedrzykowiczanie przeprowadzili kilka znaczących transferów. Pozyskano między innymi Rafała Majkę z drugoligowego Górnika Wałbrzych. Efekty przyszły bardzo szybko. Wiosną Orkan zdobył aż 32 z 45 możliwych punktów. Był to najlepszy wynik w rundzie rewanżowej całego sezonu. Mniej „oczek” zdobyły nawet Prochowiczanka Prochowice i Bielawianka Bielawa, które wywalczyły awans do III ligi dolnośląsko-lubuskiej. Ostatecznie Orkan zakończył rozgrywki na siódmym miejscu.
Kolejnym przypadkiem wartym uwagi jest GKS Kobierzyce z sezonu 2014/2015. Ówczesny spadkowicz z III ligi po rundzie jesiennej zmierzał po drugi z rzędu spadek. Na półmetku zajmował przedostatnie miejsce z dorobkiem dziewięciu punktów. Wiosną wcielił się jednak w rolę „Rycerza Wiosny”. Zdobyte w rundzie rewanżowej 33 punkty pozwoliły zakończyć sezon na ósmej pozycji.
W jednogrupowej IV lidze dolnośląskiej po przypadku Kobierzyc podobna historia wydarzyła się dopiero w minionym sezonie za sprawą Iskry Księginice. Warto jednak podkreślić, że również Polonia Środa Śląska na półmetku miała dziewięć punktów. Pierwotnie zajęła jednak piętnaste miejsce i spadła z ligi. Ostatecznie utrzymała się dzięki wycofaniu Górnika II Zabrze z Betclic 3. Ligi, co pociągnęło za sobą efekt domina i pozwoliło uniknąć degradacji także Karkonoszom Jelenia Góra.
Osobno postanowiliśmy podsumować przypadki z okresu funkcjonowania dwóch grup IV ligi dolnośląskiej. Przy całym szacunku dla uczestników tamtych rozgrywek poziom sportowy był mimo wszystko nieco niższy. Mając dziewięć punktów lub mniej na półmetku, ligowy byt zdołały zachować Sokół Marcinkowice (2016/2017), Górnik Złotoryja (2017/2018) oraz Sparta Grębocice (2018/2019).
Warto odnotować, że Górnik Złotoryja miał zaledwie sześć punktów, czyli tyle samo co Kuźnia Jawor w sezonie 2003/2004. Tam również zadziałał efekt nowej miotły po zatrudnieniu Eugeniusza Oleśkiewicza. Warto wspomnieć także o AKS-ie Strzegom, który po jesieni sezonu 2022/2023 miał dziewięć punktów i wydźwignął się na dziesiąte miejsce. W normalnych okolicznościach dałoby ono utrzymanie, jednak z powodu reformy rozgrywek spadała wówczas ponad połowa ligi.
Jak widać, fatalna sytuacja po rundzie jesiennej nie zawsze oznacza konieczność pogodzenia się ze spadkiem i przygotowań do gry na niższym szczeblu. Czy w sezonie 2026/2027 również będziemy świadkami podobnej historii? Przekonamy się w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Inauguracja już w najbliższy weekend.
Dodaj komentarz